Projekt „Kolonia”
Projekt zrodził się w mojej głowie kilka lat temu, kiedy przygotowywałem się do napisania nowego opowiadania. A co, gdyby połączyć kilka historii w jedną, spójną całość środowiskową, z przeplatającymi się wątkami? Uczynić każde z nich osobną opowieścią, ale pozwolić im się dziać w tym samym miejscu i w tym samym czasie? Tak powstał projekt „Kolonia”.
Założenie jest proste – akcja dzieje się na Europie, w stworzonej tam, ludzkiej kolonii, kilkaset lat w przyszłości, względem naszych czasów. Każde opowiadanie bierze na warsztat osobę z tzw. „tła”. Nie głównego bohatera z potencjałem do ratowania świata, wielkiego przywódcę czy policjanta rozwiązującego globalny spisek. Nie nie. Bohaterami są zwykli ludzie i ich zwykłe problemy, a niezwykłe są przede wszystkim okoliczności.
Bohaterem „W starym kinie” jest człowiek, który kocha kino i stare filmy. To najstarsze z opowiadań w cyklu i wiem, że w którymś momencie przejdzie lifting. Zabawne jest w nim to, że coraz mniej w nim Sci-fi, a coraz więcej rzeczywistości, pełnej AI, generowanych obrazów i dźwięków.
„Jeszcze jedna noc” to opowiadanie szczególne, bo napisane w ramach prezentu urodzinowego dla pewnej szczególnej osoby. Koncept jest prosty, bohater to gość spędzający czas na nocnych wędrówkach po kolonii i biciu innych podczas nielegalnych walk bokserskich. Oczywiście, jak to u mnie, historia ma drugie dno.
Jest jeszcze „Sztuka wyboru”, opublikowana w „Ocalonych”. A w drodze również „Komu trzeba spuścić na głowę gilotynę”, co do którego mam już koncept i usiądę do pisania pewnie jeszcze w tym roku. Nie mam pojęcia jak się to zakończy, ale finalnie chciałbym wydania całości jako antologii „Obrazki z kolonii”. Kiedyś, w przyszłości. Na ten moment trzymam projekt w głowie i w zamiarach i będę go kontynuował w swoim tempie.
„Gwiazdy”
„Gwiazdy” to opowiadanie którego losy są dla mnie dość dziwne. Uważam je za jedną z najlepszych rzeczy, jakie kiedykolwiek popełniłem. Jest bardzo spokojne, „ludzkie” i o emocjach. Mało w nim klasycznego „Sci – Fi”, choć background jest jak najbardziej fantastyczno-naukowy.
Napisane zostało na konkurs PFFN gdzie przepadło, nie kwalifikując się do części głównej. Wysłałem je do innego naboru i tam również zostało odrzucone. Trzeci raz już próbować nie będę, dlatego zostawiam je sobie. A teraz i Wam.
Postanawiam więc wrzucić je tutaj, w całości. Żeby ocalić je przed zaginięciem i zapomnieniem. Może komuś z Was się spodoba, może kogoś zasmuci. Może wywoła właściwe emocje. Po to jest. Zapraszam więc do czytania.
„Dziedzictwo”
Historia tego projektu sięga wiele lat wstecz, gdzieś do roku 2010. Pracowałem wtedy w ochronie i podczas wykonywania swoich obowiązków miałem dużo czasu na myślenie. Na tyle, że stworzyłem kompletną kosmologię świata fantasy. Korzystając z możliwości i chwil spokoju, spisywałem moje luźne myśli na kartkach służbowych, a potem przepisałem wszystkie urywki w jeden, długi szkic. O świecie zapomniałem, lata minęły.
Czas jakiś temu, porządkując swoje szpargały w domu rodzinnym, natknąłem się na szkic świata i historii. Wziąłem go ze sobą i utrwaliłem w formie elektronicznej. Mam więc pewność, że nie zaginie, nie zostanie zniszczony i kiedyś będę mógł do niego wrócić.
Pomysł zakładał kilka zbiorów luźno ze sobą powiązanych historii, łączących kilku bohaterów i wspólny świat. W części opowiadań rzucane byłby zdarzenia „kluczowe”, które swój finał znalazłyby w ostatniej, będącej już pełnoprawną powieścią, książce. Tu hint, tu nawiązanie, tu jakiś fragment dialogu, a całość od początku zmierzająca do ustalonego finału.
Są smoki. Są ludzie. Są wojownicy. Jest uśpione bóstwo. I jest humor. Całość widziałem jako z pozoru lekką opowiastkę, której ton poważniał, a atmosfera gęstniała z każdym kolejnym tomem. Planowałem dramatyczne zwroty akcji i trudne wybory. I, jak zawsze, drugie dno. Bo to jednak ja.
Nie wiem jaka przyszłość czeka ten projekt. Choć teraz, kiedy już go odkopałem, myślę, że nie dam mu ponownie zniknąć. Plan jest. Bohaterowie są. Stawka została ustalona, a zakończenie przygotowane. Zostaje to tylko napisać.